Busy do Holandii, busy z Holandii do Polski - KLIKNIJ i zobacz ogłoszenia...

  Holandia HOLLANDEX  

Kategoria: Artykuły - W KINIE

BITWA POD WIEDNIEM

 
Międzynarodowa superprodukcja z plejadą polskich gwiazd.
Polskie zwycięstwo, które zmieniło losy świata.
Przyjaźń poddana próbie podczas wielkiej bitwy.
Miłość, która daje siłę do walki do ostatniej kropli krwi.
Wiara tak silna, że nie zachwieje nią nawet wszechpotężny wróg.

BITWA POD WIEDNIEMLatem 1683 roku trzysta tysięcy wojowników Imperium Osmańskiego pod wodzą Wielkiego Wezyra Kary Mustafy rozpoczyna oblężenie Wiednia. Po ucieczce Cesarza Leopolda los miasta staje się coraz bardziej niepewny. Jeśli Wiedeń upadnie, armia Wielkiego Wezyra bez trudu dotrze aż do Morza Północnego, a potem także do Rzymu. Po wielu tygodniach oblężenia, we  wrześniu 1683 roku, dochodzi do decydującej bitwy. Szale zwycięstwa przechylają się wielokrotnie. W chwili, gdy wszystko zapowiada bliski tryumf armii Wielkiego Wezyra, na prośbę ojca Marka z Aviano, do boju włączają się polskie wojska. Pod wodzą króla Jana III Sobieskiego husaria stacza morderczą walkę, w której ważą się nie tylko losy miasta, ale i całej Europy.

Wyreżyserowana przez Renzo Martinellego, „Bitwa pod Wiedniem” to ogromne epickie widowisko. Scenariusz na podstawie powieści „L’imperatore e il traumaturgo” Carlo Sgorlona napisali Renzo Martinelli oraz Valerio Massimo Manfredi. W filmie wystąpili m.in. F. Murray Abraham, Enrico Lo Verso, Jerzy Skolimowski, Piotr Adamczyk, Alicja Bachleda-Curuś, Daniel Olbrychski, Borys Szyc i Wojciech Mecwaldowski. Za produkcję odpowiadają Alessandro Leone (Agresywna Banda) oraz Renzo Martinelli (Martinelli Film Company International). Film został dofinansowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, Włoskie Ministerstwo Kultury, Rai Cinema, Rai Fiction, Region PIEMONTE oraz Region FRIULI VENEZIA GIULIA.


KONTEKST HISTORYCZNY

BITWA POD WIEDNIEMKiedy na niebie pojawiła się pewna kometa (nazwana później kometą Halleya), astronom szejków, Vani Effendi, ogłosił, że jest ona symbolem Allaha. Wizja przedstawiającą arabskie konie pijące z fontanny Placu Świętego Piotra, miała być zapowiedzią błyskawicznego, militarnego zwycięstwa Islamu i definitywnego podporządkowania się chrześcijańskiej Europy. Wiosną 1683 roku, na wielkiej równinie wokół Belgradu, zebrała się największa w historii muzułmańska armia: trzysta tysięcy wojowników całego imperium (od Maghrebu, aż po Czeczenię i Afganistan), z ciągnącymi się kilometrami wozami z zaopatrzeniem, artylerią, niewolnikami i lśniącym bogactwem haremem. Dowództwo armii powierzono wielkiemu wezyrowi Kara Mustafie (Czarny Mustafà). To właśnie jemu sułtan Stambułu – Mehmed IV – powierzył zieloną chorągiew Proroka, wedle tradycji oryginalną chorągwią Mahometa. Miał ją wznieść nad wszystkimi stolicami Europy, kończąc na kolebce Chrześcijaństwa – Rzymie.

Państwo tureckie od ponad wieku prowadziło silną ekspansję (klęska floty otomańskiej pod Lepano 1 października 1571 roku zatrzymała działania ofensywne w basenie Morza Śródziemnego). Podczas gdy Europa wypalała się w nieskończonym paśmie religijnych wojen (ostatnią, destrukcyjną dla całych pokoleń, była wojna trzydziestoletnia, 1618-1648), Imperium Osmańskie, znajdujące się wówczas u szczytu potęgi, właśnie zakończyło podbój Bałkanów, zwyciężając nad ostatnimi stawiającymi opór ludami prawosławia (Serbowie, Bułgarzy, część Ukrainy, Mołdawia, aż do Podola, regionu u granic Polski). Po zdobyciu Belgradu armia osmańska przeszła wzdłuż Dunaju, zdobywając Budapeszt, Dalmację i Istrię. Nawet Republika Wenecka, pomimo heroicznej obrony Kandii, została wyparta z wielu ziem. Na morzu przewagę zyskała flota turecka wspomagana przez coraz częstsze najazdy saraceńskich piratów.

Kiedy w pierwszych dniach lipca 1683 roku armia Kara Mustafy, po tym jak zniszczyła Friuli i Bohemię, okrążyła Wiedeń – wynik bitwy wydawał się przesądzony. Stolicę Imperium Habsburskiego broniło jedynie przez jedenaście tysięcy żołnierzy – cesarz Leopold opuścił zagrożone miasto udając się do Pasawy. W kancelariach europejskich panowało przeświadczenie, że koniec tego miasta jest kwestią czasu, i że wojska Imperium Osmańskiego zaleją Europę Centralną aż po Morze Północne i dalej, aż do Włoch. W ten sposób, po dwóch miesiącach walk, obrońcy Wiednia oczekiwali końca heroicznej batalii; wystrzały armatnie tworzyły wyrwy w murach, następowały kolejne napady tatarskich, albańskich oraz bośniackich band, wspieranych przez janczarów wielkiego wezyra. 11 września miał być dniem, w którym Imperium Osmańskie zatryumfuje nad chrześcijaństwem. Komendantowi obleganego garnizonu, hrabiemu Starhembergowi, udało się wysłać ostatnią wiadomość: „Nie traćcie więcej czasu, najdobrotliwszy panie, nie traćcie więcej czasu”.

Odbiorcą był Karol Lotaryński, który stał na czele nielicznych oddziałów cesarskich, od niedawna wzmocnionych sześcioma tysiącami wojska dowodzonego przez dwudziestoletniego Eugeniusza Sabaudzkiego. Przebywając w ukryciu, wraz z innymi przywódcami – Maksymilianem II Emanuelem, księżmi protestanckimi z Saksonii i Brandenburgii, panami z Baden, Turyngii i Holstein i przede wszystkim Janem III Sobieskim z dwudziestoma siedmioma tysiącami żołnierzy wojska polskiego – próbowali ułożyć plan ataku. To właśnie polskiemu królowi powierzono dowództwo w bitwie. Jego kawaleria, po wcześniejszym okryciu kopyt koni szmatami, zeszła bezszelestnie w nocy na pozycje wzdłuż zalesionych wzgórz Kahlenberga (po polsku Łysej Góry). Wraz z nastaniem nowego dnia, po mszy świętej i pełnej pasji homilii wygłoszonej przez ojca Marka z Aviano, rozpoczęła się bitwa, która miała odmienić losy świata. Za namową mnicha kapucyna na sztandarach cesarskich batalionów pojawił się wizerunek Maryi. Po dzień dzisiejszy 12 września jest poświęcony w kościele Imieniu Maryi.

Bitwa trwała do zachodu słońca i była naznaczona ciągłymi atakami i odwrotami. Eugeniuszowi Sabaudzkiemu udało się przerwać w jednym punkcie krąg najeźdźców, przynosząc tym samym pokrzepienie i pomoc wykończonym obrońcom Wiednia. Na innym froncie kawaleria tatarska dokonała niemal całkowitego zniszczenia oddziałów bawarskich oraz saksońskich. Następnie, dzięki akcji dywersyjnej Karola Lotaryńskiego, udało się pokonać tureckich janczarów. Kluczowego natarcia dokonało 20 tysięcy jazdy sojuszniczej, prowadzonej przez chorągwie husarskie.  Udało się zniszczyć oddziały wroga, zdobywając wojskowy obóz nieprzyjaciela: dwadzieścia pięć tysięcy namiotów, wśród nich zielony namiot Kara Mustafy, który uciekł przerażony z pola bitwy (kilka miesięcy później za hańbę poniesionej porażki sułtan skazał go na śmierć). Zdobyte łupy były niewyobrażalne: poza bronią i biżuterią (które do dzisiaj oglądać można w wiedeńskich muzeach), zwycięzcy zdobyli ogromne ilości worków z prażoną kawą (od tegoż momentu rozpoczyna się powszechne użycie tego popularnego naparu) oraz chorągiew Mahometa, która później została przetransportowana do Rzymu.

Rok później powstała „Liga Święta”, do której oprócz zwycięzców przystąpiła też Wenecja i car Rosji. Był to także początek kampanii odbijania utraconych terytoriów, zakończonej pokojem w Karłowicach w 1699 roku (jednakże ostatnim jej sukcesem stało się odzyskanie Belgradu w 1717 roku, które przypieczętowało długą wojskową karierę komendanta Eugeniusza Sabaudzkiego). Imperium wycofało się z terenów europejskich. Jak wyjaśnia Bernard Lewis, historycy muzułmańscy zwykli opisywać wiedeńską batalię jako epokową „katastrofę”. Zwycięstwo chrześcijańskiej Europy stało się momentem historycznego przełomu, który zmienił losy świata. Współcześnie określa się je prawdziwym cudem, który ocalił osłabiony i podzielony atakami Imperium Osmańskiego Zachód.

Giuseppe Baiocchi, konsultant historyczny


POCZĄTEK LEGENDY

Jan III Sobieski był genialnym menedżerem, kochającym mężem i protektorem wielu artystów. Znał kilka języków. Gdyby nie on, Europa nie pokochałaby kawy i rogalików w kształcie półksiężyca. Oto kilka ciekawostek o legendarnym polskim królu:

- Podczas planowania odsieczy wiedeńskiej miał 54 lata i znaczną tuszę - ponoć woził ze sobą specjalny taboret do zsiadania z konia. Mimo to, jak nikt inny sprawdził się na polu bitwy. Po rozgromieniu wojska osmańskiego Sobieski wysłał do papieża list z wiadomością będąca parafrazą słów Cezara – veni, vidi, Deus vicit (przybyłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył);

- Sobieski był doświadczonym strategiem, znał wagę dobrego wywiadu i dbał o swoich ludzi (dziś by go nazwano genialnym menedżerem). Po zwycięstwie pod Wiedniem nagrodził Jerzego Franciszka Kulczyckiego, kupca, szpiega i posłańca, który podczas oblężenia zinfiltrował turecki obóz. Kulczycki otrzymał prawo do dowolnych łupów z tureckiego obozu. Szlachcic wybrał kilkaset worków kawy…;

- Wielu osobom ciężko w to uwierzyć, lecz to właśnie zwycięzcom spod Wiednia – Sobieskiemu i jego szpiegowi – zawdzięczamy zwyczaj podawania ciastek do kawy. Od końca XVII wieku kawę podawano z rogalikami w kształcie półksiężyca (wypiekane na pamiątkę Viktorii Wiedeńskiej) – dopiero później zwyczaj ten powędrował do Francji, a rogaliki nazwano croissantami;

 - Przeciwnicy mówili o Sobieskim „gnuśny umysłowo”. Bardzo mijali się z prawdą. Od młodości bardzo wiele podróżował i znał kilka języków – m.in. łacinę, francuski, angielski, niemiecki, włoski, turecki i odrobinę hebrajskiego. Król zgromadził dużą – jak na owe czasy – bibliotekę liczącą około 1390 dzieł. Był znany z niezwykłej tolerancji religijnej (studiował Torę i Talmud);

- Wśród słynnych protegowanych Sobieskiego warto wymienić Jana Heweliusza, gdańskiego astronoma i matematyka. Po zwycięstwie pod Wiedniem nazwał on konstelację gwiazd na Drodze Mlecznej – Scutum Sobiescianum (Tarcza Sobieskiego);

- Dla swej ukochanej Marysieńki w 1677 roku Jan III Sobieski kupił  posiadłość Milanów, znajdującą się w niewielkim oddaleniu od Warszawy. Wraz z nabyciem nastąpiła zmiana nazwy na łacińską Villa Nova, wkrótce spolszczoną na Wilanów;

- Jan III Sobiecki był honorowym członkiem pierwszego na świecie towarzystwa geograficznego. Król przyczynił się do praktycznej uprawy rośliny znanej już wcześniej w Europie, ale traktowanej jako rzadkość ogrodnicza i botaniczna – ziemniaka. Ponoć król kazał ziemniaki sadzić, ale zakazał ich pilnować. Chciał by chłopi je kradli i sadzili u siebie.


POTĘGA HUSARII

BITWA POD WIEDNIEM329 lat temu, pod murami Wiednia, polsko-cesarsko-niemieckie siły wygrały z  turecko-tatarską armią dowodzoną przez wielkiego wezyra Kara Mustafę. Losy tej jednej z najważniejszych bitew w historii Polski i Europy mogłyby się potoczyć inaczej, gdyby nie skrzydlate rycerstwo polskie.

„Usaria to najpiękniejsza jazda w Europie przez wybór ludzi, piękne konie, wspaniałość stroju i dzielność broni. Siedzi ta jazda na najlepszych koniach w kraju, uzdeczki są zdobione blaszkami i guziczkami srebrnymi lub pozłacanymi. Siodła haftowane z łękiem złoconym, wielkie czapraki na sposób turecki” – tak pisał o husarii Francuz Franciszek Paweł Dalairac w swych „Anegdotach o Polsce”. Husaria pojawiła się w armii polskiej na początku XVI w., stając się obok kopijników i strzelców ważną częścią sił zbrojnych. Chorągwie husarskie, nazywane z początku z serbska „rackimi”, były formacją lekkozbrojną. Służący w nich żołnierze nie nosili pancerzy, a ich uzbrojenie składało się z szabli i „drzewa”, czyli kopii (jednak lżejszej od kopii rycerskich). Ochronę husarza stanowiła tarcza w kształcie ptasiego skrzydła. Pierwsze chorągwie husarskie zaciągnięto za panowania Jana Olbrachta w 1500 roku. Z biegiem czasu husaria zaczęła odgrywać coraz większą rolę w wojskach polskich, a po zawarciu unii lubelskiej także w wojskach litewskich. Jednak dopiero reformy Stefana Batorego uczyniły z niej główną siłę kawalerii, doprowadzając przy tym do przekształcenia jej w jazdę ciężką. Husarze otrzymali wówczas półpancerze i szyszaki (w tym także typu kapalinowego, a później zbliżone wyglądem do zachodnioeuropejskich „pappenheimerów”), karwasze do ochrony przedramienia oraz nabiodrniki. Na zbroje zarzucali skóry lamparcie, a pocztowi wilcze lub niedźwiedzie.
Charakterystycznym elementem rynsztunku ciężkozbrojnej husarii były skrzydła, zakładane „dla okazałości i postrachu nieprzyjaciela”. Wbrew licznym wyobrażeniom malarskim husarze rzadko jednak nosili podwójne skrzydła przymocowane do naplecznika. Najczęściej używali tylko jednego, troczonego przez pachołka lub sługę do tylnej części siodła dopiero po zajęciu przez żołnierza miejsca na koniu. Nadawały one jeźdźcowi niesamowity wygląd, a poza tym mogły chronić go od ciosów w plecy czy od zarzuconego na szyję arkanu. Niejednokrotnie skrzydła zakładano jedynie podczas parad, w czasie walki zostawiając ten element ubioru w taborach. Pomimo ewolucji uzbrojenia kopia pozostała podstawową bronią zaczepną. Jej długość dochodziła do ponad 5 i pół metra. Wydrążona w środku, owinięta rzemieniem i utwardzona klejem była lekka a jednocześnie sztywna, nie wyginała się pod własnym ciężarem. Jeździec chwytał ją bliżej końca za specjalną kulą, która stanowiła przeciwwagę dla wydłużonej przedniej części kopii i chroniła dłoń. Za grotem przytwierdzano długi, liczący prawie 3,5 metra proporzec w barwach danej chorągwi. W razie skruszenia kopii husarz mógł użyć koncerza – mierzącej ok. 160 cm broni do zadawania pchnięć lub rozcinania kolczug.

Liczne wojny, jakie musiała prowadzić Rzeczpospolita w XVII w., doprowadziły do wyniszczenia kraju i zubożenia jego mieszkańców. Odbiło się to negatywnie na husarii, której liczebność i jakość drastycznie spadła. Coraz mniej szlachciców stać było na kupno drogiego konia i wyposażenia. Niebagatelne znaczenie dla husarii miał również rozwój broni palnej, zwłaszcza muszkietów i artylerii, co zwiększało straty i prowadziło, przy coraz słabszym wyszkoleniu, do załamywania się szarż (Gniew 1626, Warszawa 1656). Rola husarii ponownie wzrosła za panowania Jana III Sobieskiego. Król, przygotowując się do wojen z Turcją, w 1674 r. wprowadził w armii Rzeczypospolitej wiele reform, które nie ominęły również elity jazdy. Husarze odrzucili w większości napleczniki, mocując napierśniki skórzanymi pasami krzyżującymi się na plecach. W 1683 r. król Jan III poprowadził pod Wiedeń 23 chorągwie husarskie, w których służyło 2,5 tys. ludzi. Niestety, były to jedynie chorągwie koronne, bowiem Litwini nie stawili się w porę na wezwanie monarchy. 12 września 1683 r. chorągwie te runęły na tureckie wojska wezyra Kara Mustafy. Była to jedna z największych szarż kawaleryjskich w dziejach świata. Zwycięstwo pod Wiedniem było ostatnim wielkim triumfem husarii. Jej żołnierze odznaczyli się jeszcze w dalszych walkach z Turkami, ale na polach bitew coraz większe znaczenia zaczęły odgrywać piechota i artyleria.

W XVIII w. rola husarii coraz częściej ograniczała się do paradnych występów na popisach i pogrzebach królów, hetmanów i innych dostojników państwowych. Ostatecznie w 1775 r. sejm Rzeczypospolitej zdecydował o likwidacji husarii i powołaniu w jej miejsce lekkozbrojnej kawalerii narodowej. Rozpoczął się nowy etap w dziejach jazdy polskiej.

Ciekawostki:

- Charakterystycznym elementem rynsztunku husarii były skrzydła. Po dziś dzień historycy spierają się, w którym miejscu były one umocowane, jaki miały kształt, a przede wszystkim przeznaczenie. Najpewniejsza z tych teorii głosi, że skrzydła miały wywołać zamieszanie w szeregach wroga i go przestraszyć. Podobną funkcję spełniało malowanie koni i mocowanie do kopii długich proporców;

- Do formacji zaciągała się zamożna szlachta, która była w stanie sprostać ogromnym nakładom finansowym (dobry koń kosztował czasem kilkaset złotych, podczas gdy roczny dochód wynosił ok. 250 zł);

- Uzbrojenie husarii przez wieki ewoluowało, ale zawsze kopia stanowiła podstawę jej oręża. Była ona jedyną częścią uzbrojenia finansowaną przez skarb królewski. Jej długość dochodziła do ponad 6 metrów (była wydrążona w środku, lekka, a jednocześnie sztywna;

- Jednym z najsłynniejszych husarzy był Stefan Czarnecki. Wywodził się ze średniozamożnej rodziny szlacheckiej. W 1635 roku zaciągnął się do husarii (początkowo służył w chorągwii pancernej, następnie jako porucznik w husarii) i był z nią związany do końca życia. Funkcja ta pomogła mu w karierze, pod koniec życia został hetmanem polnym koronnym. To jego czyny po dziś dzień wspominamy w hymnie narodowym.

- W XVIII w., na skutek rozwoju broni palnej i pogorszenia się sytuacji ekonomicznej, rola husarii spadła - coraz częściej ograniczała się do paradnych występów na popisach i pogrzebach królów. Etymologia powiedzenia „kruszyć kopię” nawiązuje właśnie do pogrzebów. Pojawił się zwyczaj, że husarz w pełnej zbroi wjeżdżał do kościoła i kruszył kopię o katafalk bezpotomnie zmarłego szlachcica.


O PROCESIE PRODUKCJI

120 dni zdjęciowych, 250 członków ekipy, 116 aktorów z 11 krajów świata. To tylko początek imponujących statystyk związanych z superprodukcją „Bitwa pod Wiedniem”, w której reżyser i scenarzysta Renzo Martinelli przypomina światu o jednym z najważniejszych wydarzeń historii nowożytnej. „Był rok 2001, przygotowywaliśmy właśnie Tamę – tragedię w Vajont, której akcja rozgrywała się niedaleko Aviano, rodzinnego miasta Marka”, opowiada genezę powstania koncepcji „Bitwy pod Wiedniem” Roberto Andreucci, kierownik produkcji. „Razem z Renzo zainteresowaliśmy się opowieścią o mnichu, który wspomógł słynną bitwę swoją wiarą i zaangażowaniem. I zrozumieliśmy, że pomysł ten ma niezwykły potencjał kulturowy, historyczny i edukacyjny. Już wtedy zaczęliśmy pracować nad Bitwą pod Wiedniem, a teraz, po 11 latach, udało nam się projekt ukończyć!”

Długie lata przygotowań nie sprawiły jednak, że nakręcenie „Bitwy pod Wiedniem” było zadaniem łatwym. Prawdziwe wyzwania pojawiły się dopiero na planie zdjęciowym. „Na kilka miesięcy przed startem analizowaliśmy wraz z Renzo każdą linijkę scenariusza, każdy zakładany wydatek, każdą trudność, którą dało się przewidzieć”, wspomina Andreucci. „Na planie wszystko oczywiście się zmieniło. Pomijając utrzymywanie równowagi pomiędzy wszystkimi wydziałami, aktorami oraz ekipą filmową, a także rozwiązywaniem pojawiających się codziennie nowych problemów, najważniejszą rzeczą było właśnie kontrolowanie wydatków. Zarówno tych dużych - typu budowanie planu zdjęciowego murów obronnych Wiednia, tych oczywistych dla kina historycznego, czyli kreacji kostiumów, jak i tych mniejszych – zwrotów za paliwo dla statystów czy wynajmowanie odpowiedniej liczby koni do scen niebezpiecznych upadków”, wyjaśnia producent.

10.000 statystów, 3000 koni i 3450 profesjonalnych jeźdźców, 2770 uszytych kostiumów, 1780 wykonanych par butów, 320 peruk, 220 włóczni, 45 ogromnych armat. To zaledwie niewielka część niesamowitej kreacji świata przeszłości, której podjęli się twórcy „Bitwy pod Wiedniem”. Każdy dzień na planie był pełen wyzwań. Aktorzy musieli grać w różnych warunkach pogodowych w prawdziwych zbrojach i szatach. Zbroja króla Jana III Sobieskiego ważyła prawie 30 kilogramów. Pewnego dnia wiatr był tak silny, że wywrócił większość namiotów filmowego obozu Turków, w efekcie wydział scenograficzny musiał porządnie się napocić, żeby scena doszła do skutku. Ekipa, aktorzy i statyści musieli często pracować w ograniczającym ruchy błocie, jadąc na koniach lub przenosząc ciężkie armaty. Przy okazji kręcenia jednej ze scen prawie doszło do tragedii – kontrolowana przez odpowiednie liny, masywna armata spadła 5 cm od Marcelo Buffy, który kręcił ujęcie z trzeciej kamery. Najtrudniejszym okresem był tydzień, w którym kręcono scenę wchodzenia armii Jana III Sobieskiego na błotnistą Łysą Górę – na planie znajdowała się niemal cała obsada, wokół setki statystów, koni, broni i także – tak się złożyło – tnącego deszczu, który uwiarygodnił scenę, ale znacznie utrudnił wszystkim życie.

Ekipa nie zaliczyła jednak na planie większych wypadków, nic się nie stało również żadnemu zwierzęciu (co więcej, kilka znalazło nowe domy) - wszyscy zgodnie przyznają, że wszystko to przede wszystkim dzięki doświadczeniu i pasji reżysera Renzo Martinellego. „Lubię mówić o nim jako o ‘machinie wojennej’. Pracuję z nim od 25 lat i zawsze jestem pełen podziwu dla efektywności i profesjonalizmu jego pracy”, opowiada Roberto Andreucci. „Pomimo wszelkich przeciwności i przymusu panowania nad wielką machiną produkcyjną, Renzo jest w stanie kręcić wiele udanych ujęć dziennie. I nie mówię o kameralnych scenach z dwójką aktorów, lecz tych skomplikowanych, w których poza dialogami udział biorą także statyści, konie, kaskaderzy oraz eksplozje!”. Z opowieści członków ekipy wynika, że Renzo Martinelli nigdy nie przestaje pracować, a innym ciężko za nim nadążyć. „Byłam pod dużym wrażeniem reżysera Renzo Martinellego i jego pasji dla każdego ujęcia”, wyznaje Alicja Bachleda-Curuś, która wcieliła się w „Bitwie pod Wiedniem” w Księżną Eleonorę Lotaryńską. „To cudowny człowiek i cieszę się, że byłam częścią jego produkcji”. A Andreucci dodaje: „Renzo ma specyficzny styl pracy, ale dokładnie zna każde ujęcie każdej sceny całego filmu; jakich obiektywów użyć, gdzie ustawić kamerę itd. Powtarza wszystkie te założenia dzień w dzień, wieczorami przed pójściem spać – w efekcie nie ma na planie chwil niewykorzystanych”.

100 000 stóp taśmy filmowej 35mm, 2320 ujęcia z efektami komputerowymi, których wykreowanie zajęło 180 000 godzin i zostało zrealizowanych przez 30 wyspecjalizowanych w różnych obszarach firm z 7 krajów świata. Prace nad „Bitwą pod Wiedniem” trwały przez kilka miesięcy w legendarnym włoskim studiu Cinecittà, w którym niegdyś powstawały amerykańskie superprodukcje „Ben Hur” Williama Wylera oraz „Quo Vadis” Melvina LeRoya, a także filmy Sergio Leone, Luchino Viscontiego, Roberto Rosselliniego czy Terry’ego Williama. Za pomocą stricte nowoczesnych środków oraz technologii, w połączeniu z pracą kostiumografów, scenografów i wszystkich innych profesjonalistów powstał film ujmujący i piękny, ukazujący świat, który dawno przeminął. Roberto Andreucci wyznaje z całą szczerością, że końcowy efekt jest piorunujący i wywołuje wielkie emocje. Dodaje także, że film nie mógłby powstać bez udziału efektów cyfrowych. „Za każdym razem, kiedy pojawiał się nowy problem, którego nie potrafiliśmy rozwiązać za pomocą tradycyjnych środków, zwracaliśmy się z prośbą o pomoc do naszych speców od technologii”, wspomina. „Zdanie ‘Połóżmy tu trochę zielonego’ stało się lejtmotywem całej produkcji. Były momenty, kiedy mieliśmy więcej zieleni niż na polu golfowym!”, śmieje się Andreucci.

„Bitwa pod Wiedniem” nie powstałaby także bez polskiego wsparcia. Zarówno tego finansowego, jak i aktorskiego. Polski Instytut Sztuki Filmowej oraz Monolith Films pomogły doprowadzić produkcję do finalizacji, a Jerzy Skolimowski (Jan III Sobieski), Piotr Adamczyk (Leopold I Habsburg), Daniel Olbrychski (Generał artylerii koronnej Marcin Kazimierz Kątski), Borys Szyc (Hetman wielki koronny Mikołaj Hieronim Sieniawski), Alicja Bachleda-Curuś (Księżna Eleonora Lotaryńska), Wojciech Mecwaldowski (Jerzy Franciszek Kulczycki), Marcin Walewski (Jakub ‘Fanfan’ Sobieski) i inni polscy aktorzy wspomogli stronę artystyczną tego niezwykłego przedsięwzięcia. „Wszyscy byliśmy zaskoczeni zaangażowaniem polskich aktorów, determinacją, z jaką stawiali czoła wszystkim przeciwnościom, nie narzekając nawet w chwilach, kiedy stali na planie przesiąknięci do ostatniej nitki”, wspomina aktorka Eleonora Martinelli. „Pamiętam wiele wspaniałych momentów z ich udziałem. Jerzy Skolimowski jechał mężnie na koniu w trzydziestokilogramowej zbroi i ponad 40-stopniowym upale, a za nim podążało 300 uskrzydlonych huzarów. Piotr Adamczyk zagrał swoją życiową rolę, jednocześnie kradnąc spojrzenia wszystkich kobiet z obsady i ekipy”.

Polscy aktorzy również cenią sobie pracę na planie „Bitwy pod Wiedniem”. „W kostiumach Massimo Cantini Parriniego wyglądałem królewsko, więc starałem się zagrać z odwagą, jak przystało na wielkiego wodza, który gnał na czele husarii w zwycięskiej dla chrześcijańskiej Europy bitwie”, mówi Jerzy Skolimowski. „Fantastyczna atmosfera, bardzo dobra organizacja, cudowni koledzy po obu stronach kamery”, dodaje Daniel Olbrychski. „Był dzień, 40 stopni, ale graliśmy noc”, wspomina ulubioną scenę Wojciech Mecwaldowski. „Stałem na murach zamku z F. Murray Abrahamem, trzymając pochodnię, mając na sobie kilka warstw ubrań”. Na Piotrze Adamczyku z kolei wrażenie zrobiły „wnętrza barokowych pałaców w Turynie i Mantui oraz precyzja i kunszt włoskich kostiumografów”. Polscy aktorzy zaznaczyli mocno swoją obecność nie tylko w filmie fabularnym. Ich role można będzie podziwiać w pełnej okazałości także w przygotowywanym jednocześnie serialu telewizyjnym, który rozwinie wiele ciekawych wątków bitwy pod Wiedniem. Andreucci żałuje jedynie, że nie udało się uzyskać odpowiednich umów na zdjęcia w Polsce, bowiem w Warszawie, Krakowie, Rzeszowie i ich okolicach znaleziono odpowiednie lokacje, które mogłyby świetnie naśladować polskie i austriackie pałace. „Nie zmienia to faktu, że poznaliśmy w Polsce wielu cudownych profesjonalistów. Mam nadzieję, że nakręcimy w waszym pięknym kraju jeszcze niejeden film”, dodaje z uśmiechem Andreucci.


WYWIAD Z RENZO MARTINELLIM – reżyseria

Co było najtrudniejszym aspektem kręcenia filmu o tak ważnym znaczeniu historycznym?
Muszę wymienić dwa takie aspekty. Pierwszy był związany z odpowiednim oddaniem wszystkich różnic historycznych oraz kulturowych wojsk, którym przyszło walczyć w Bitwie pod Wiedniem. Drugi z kolei to kręcenie scen bitewnych, w których brało udział mnóstwo kaskaderów, statystów, koni – kontrolowanie wszystkich na planie było wielkim wyzwaniem. Muszę również wspomnieć, że sporym problemem okazało się obsadzenie roli wezyra Kary Mustafy. Żaden turecki aktor nie chciał się podjąć tego wyzwania, ostatecznie zdecydowaliśmy się więc na jednego z najlepszych włoskich aktorów, Enrico Lo Verso, co później okazało się strzałem w dziesiątkę.

Jak bardzo akuratny historycznie jest scenariusz do „Bitwy pod Wiedniem”, a jak wiele jest w nim dramatyzacji faktów?
Byliśmy bardzo ostrożni w odzwierciedlaniu faktów historycznych związanych z Bitwą pod Wiedniem. Dokładnie sprawdzaliśmy każdą informację w kilku różnych źródłach. Zarówno w kontekście strony chrześcijańskiej, jak i wojsk osmańskich.

W jaki sposób udało się Panu zachować równowagę pomiędzy ukazaniem ogólnego obrazu wydarzeń związanych z Bitwą pod Wiedniem a opowiadaniem o losach indywidualnych postaci uczestniczących w tym ważnym historycznym wydarzeniu?
To zawsze problem przy kręceniu tego typu epickich produkcji. W trakcie montażu trzeba odpowiednio przemieszać jakieś 30-40 minut scen akcji ze scenami dialogów. Tak samo było z „Bitwą pod Wiedniem”, musieliśmy znaleźć złoty środek. Pokazać, jakim człowiekiem był Leopold I, a jakim Marek z Aviano, którzy pochodzili z zupełnie innych światów. Skorzystać jak najwięcej z pięknych ujęć krajobrazów nakręconych w specjalnie dobranych lokacjach. Uświadomić potęgę Imperium Osmańskiego, które w tamtych czasach przeżywało prawdziwy rozkwit i nigdy wcześniej nie groziło tak bardzo Europie. Uważam, że udało nam się zachować równowagę.

Co dla Pana, jako reżysera, oznaczała współpraca z profesjonalistami z różnych stron świata?
Reżyser powinien być liderem dla swojej ekipy; być po części człowiekiem renesansu, a po części psychologiem. Musi wszystko kontrolować, prowadzić swoich współpracowników twardą ręką, wspomagać psychicznie aktorów, ale jednocześnie być otwartym i uczyć się od kolegów na planie. Tak też właśnie podchodziłem do pracy przy „Bitwie pod Wiedniem”, to była czysta przyjemność. Na szczęście mogliśmy używać języka angielskiego, który jest współczesnym esperanto. Pozwoliło nam to rozumieć się bez większych problemów.

Jest Pan reżyserem lubującym się w kinie historycznym. Co dla Pana znaczy Bitwa pod Wiedniem? Skąd pomysł na film o tym historycznym wydarzeniu?
Kilka lat temu rozwijałem dwa różne scenariusze. Pierwszym był „Szlachetny kamień” z Harleyem Keitelem w roli głównej, w którym próbowałem poddać analizie relacji świata islamskiego do cywilizacji Zachodu. Drugim natomiast właśnie „Bitwa pod Wiedniem”, w której sięgam do korzeni tych relacji. Oba scenariusze wzajemnie się uzupełniają.

Mając na planie tyle różnych departamentów, zatrudniając tylu aktorów i statystów, codziennie radząc sobie z tyloma przeszkodami, zapewne ciężko było zmieścić się w założonym budżecie?
Oczywiście, że było ciężko! Razem Roberto Andreuccim spędziliśmy wiele bezsennych nocy w Hotelu Marriott w Bukareszcie, skupiając się na zaplanowanych wydatkach, ilości zatrudnianych statystów, optymalizując budżet i wynajdując rozwiązania na kolejne problemy.. Prawdziwa sztuka kręcenia epickiego kina polega na dobraniu ekipy zawodowców, którzy pomogą ci w realizacji tej przygody. Ja taką miałem.

Ulubiona chwila na planie?
Wtedy kiedy mogłem wreszcie krzyknąć „Zwijamy się!”

 

GŁÓWNI BOHATEROWIE „BITWY POD WIEDNIEM”

Marek z Aviano
(1631–1699) zakonnik i kaznodzieja. Urodził się we Włoszech jako Karol Dominik Cristofori. W młodości zamierzał zostać żołnierzem, ale jego powołanie okazało się inne – wstąpił do zakonu kapucynów. Kształcił się w zakonach w Belluno, Oderzo i Padwie. Przygotowując się do głoszenia kazań, wkrótce stał się słynnym mówcą i taumaturgiem. Wzywany na dwory całej Europy, szczególnie związał się z habsburskim imperatorem - Leopoldem I -  którego przez długi okres czasu był doradcą i przewodnikiem duchowym. Papież Innocent XI uczynił go „megafonem” chrześcijaństwa, prosząc go usilnie o rozpowszechnianie w każdym miejscu wiadomości o islamskim niebezpieczeństwie i o potrzebie zatrzymania muzułmańskiej ekspansji. To dzięki tej niestrudzonej misji apostolskiej, udało się stworzyć armię, która ocaliła osaczony Wiedeń. W jego pamiętnikach można odnaleźć ślady kazania, które wezwało do decydującej bitwy. Tylko jeden z władców odmówił mu spotkania, zabraniając mu wjazdu do Francji a nawet przejazdu w kierunku Hiszpanii. Był nim „Król Słońce”- Ludwik XIV.

Kościół katolicki zawdzięczał mu wiele nawróceń. Jego zdolność wymowy i umiejętności kaznodziejskie były tak wielkie, że współcześni nazwali go duchowym lekarzem Europy. Po bitwie pod Wiedniem, brat kapucyn poświęci się do końca swoich dni (umarł w obecności Leopolda w 1699 roku) misji głoszenia kazań i taumaturgii.

Postać Marka znalazła się też na obrazie Jana Matejki, przedstawiającym zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem. Został beatyfikowany 27 kwietnia 2003 roku przez papieża Jana Pawła II.

Jan III Sobieski
Urodzony w 1627 roku, prawnuk hetmana wielkiego koronnego Stanisława Żółkiewskiego, koronowany na króla Polski w 1676 roku. Doskonały przywódca wojskowy oraz znamienity polityk. Zjednoczył państwo w newralgicznym momencie jego historii, broniąc je przed ekspansjonistycznymi zapędami cara Rosji oraz potęgą militarną Szwecji. Wielki sojusznik Francji. Kiedy pojawiło się niebezpieczeństwo ze strony tureckiej, zawarł sojusz z Cesarstwem Habsburgów. Będąc w ścisłym kontakcie z papieżem, stanął na czele wojska, które 12 września 1683 roku rozgromiło armię turecką.

Kara Mustafa
Urodzony w 1634 lub 1635 roku turecki wódz, od 1676 roku wielki wezyr sułtana Mehmeda IV. Służył w kampanii przeciwko Polsce w 1672 roku, negocjował pokój po zdobyciu Podola, później próbował tłumić rebelię kozacką. Następnie sułtan powierzył mu misję podbicia Europy Środkowej, zakończoną klęską w 1683 roku w bitwie pod Wiedniem. Był to początek końca Imperium Osmańskiego, a sam Kara Mustafa przypłacił porażkę własnym życiem.


BOHATEROWIE GRANI PRZEZ POLAKÓW

Leopold I Habsburg
Urodzony w 1640 roku, wywodzący się z dynastii Habsburgów, cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego, obejmującego Austrię i kraje Rzeszy Niemieckiej. Wielki znawca kultury, z zamiłowania kompozytor. Sojusznik Polski w walce ze Szwecją. W trakcie bitwy pod Wiedniem zwrócił się do Jana III Sobieckiego z błagalną prośbą o pomoc, sam jednak uciekł z miasta, by nie narażać swego życia. Nie okazał później wdzięczności polskiemu królowi.

Eleonora Lotaryńska
Eleonora Maria Józefa Habsburżanka, córka Ferdynanda III Habsburga, urodziła się w 1653 roku w Wiedniu. W latach 1670-1673 została, niejako z przymusu, żoną króla Polski, Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Pięć lat po jego śmierci, w 1678 roku, wyszła za mąż za Karola V Leopolda, księcia Lotaryngii, związanego później z odsieczą wiedeńską. Uznawana była za kobietę światłą, lojalną, a także za symbol dobroci i łagodności. Dla pierwszego męża nauczyła się języka polskiego, choć pisała przede wszystkim po łacinie. Karolowi urodziła szóstkę dzieci.

Marcin Kazimierz Kątski
Urodzony w 1936 roku wielki patriota i uznany dowódca militarny. Późniejszy kasztelan lwowski oraz krakowski, wojewoda kijowski oraz generał artylerii koronnej. Przyczynił się do rozwoju polskiej artylerii, brał udział w kampanii Jana III Sobieskiego pod Wiedniem, przyczyniając się swoją nieustępliwością do zwycięstwa.

Jerzy Franciszek Kulczycki
Urodzony w 1640 roku szlachcic, który swoją niewątpliwą sławę zdobył dzięki umiejętnościom szpiegowskim i dyplomatycznym. Posiadał wielką wiedzę o kulturze tureckiej, dzięki czemu mógł w przebraniu żołnierza osmańskiego przekradać się przez turecki obóz, przenosząc wiadomości, które odwiodły Wiedeń od poddania się Kara Mustafie.

Mikołaj Hieronim Sieniawski
Urodzony w 1645 roku szlachcic, który stał się podporą polskich wojsk. Karierę militarną zaczynał w randze rochmistrza, ostatecznie został mianowany hetmanem polnym koronnym. Walczył z Kozakami i Tatarami, przeprowadził samodzielne operacje na Podolu i Mołdawii. Wraz z synem, Adamem Mikołajem Sieniawskim, brał czynny udział w odsieczy wiedeńskiej. Zmarł wkrótce potem na wskutek panującej tam zarazy.

Jakub „Fanfan” Sobieski
Najstarszy syn Jana III Sobieckiego, urodzony w 1667 roku. Miał tylko piętnaście lat, kiedy uczestniczył w odsieczy wiedeńskiej. Przydomek „Fanfan” nadał mu właśnie ojciec. O wschodzie słońca 12 września 1683 roku został mianowany na rycerza. Po zwycięstwie odniesionym nad wojskami nieprzyjaciela, jemu i Markowi z Aviano powierzono zawiezienie do Rzymu zdobytej chorągwi Mahometa.


OBSADA
F. Murray Abraham - Marek z Aviano
Enrico Lo Verso - Karà Mustafà
Jerzy Skolimowski - Jan III Sobieski
Alicja Bachleda - Curuś - Księżna Eleonora Lotaryńska
Piotr Adamczyk - cesarz Leopold I
Antonio Cupo - Karol V Lotaryński
Daniel Olbrychski - Marcin Kazimierz Katski
Wojciech Mecwaldowski - Jerzy Franciszek Kulczycki
Borys Szyc - Mikołaj Hieronim Sieniawski
Marcin Walewski - Jakub 'Fanfan' Sobieski

TWÓRCY
Renzo Martinelli - reżyseria
Renzo Martinelli, Valerio Massimo Manfredi - scenariusz
Renzo Martinelli, Alessandro Leone - producent
Fabio Cianchetti - zdjęcia
Tommaso Feraboli - montaż
Massimo Cantini Parrini - kostiumy
Roberto Cacciapaglia - muzyka
 

(na podstawie materiałów dystrybutora)